Krótka historia o tym, jak to stałyśmy się na chwilę medialne.
Magdalena Fi musiała się zzachodniopomorszczyć z okazji festiwalu stworzonego przez człowieka, który w naszych prywatnych konwersacjach pojawia się pod tajemniczym kryptonimem Węgierska Górka.
Festiwal trwał i trwał i trwał.
Aż tu nagle gazetowi reporterzy dokonali kręcenia się po trawie celem wyłapania elokwentnych i, przeanalizowawszy dwudziestoosobowe morze potencjalnych, stwierdzili, że tak! to właśnie one!
po czym natknęli się na mur magdalenkowej kontestacji. Nacechowani jednak zawodową nieugiętością wystosowali do nas serię próśb i błagań, a Magdalena eN przypomniała sobie o quasi-rodzinnych więzach z tą właśnie, a nie inną gazetą. I stało się.
TO SŁOWO zwiększyło gwałtownie zasięg rażenia.
No to się obnażyłyśmy. Smacznego.
[ejmadziu]





