- Wzięłyście telefon i pojechałyście do papierni - tako rzekła pewnego dnia dość jasnowidząca Małgorzata, po naszym powrocie z wydeptywania żywieckich nawierzchni rozmaitych. Rzekła to pod koniec września 2007. Należy niezwłocznie sprecyzować postać Małgorzaty, ponieważ ponownie - jak i w przypadku Magdalenki - dubluje się ona w naszej historii. Wyszło tak, że każda z Magdalen posiada swoją własną Małgorzatę, czyli osobę bezpośrednio obarczoną odpowiedzialnością za przyjście na świat właściwej sobie Magdaleny. A to ci heca. Fraza orzekająca o potraktowaniu telefonu wzięciem itd. wydobyła się z ust - jak inteligentny czytelnik sam wydedukuje - Małgorzaty Fi.
Co lepsze, miała ona rację!
Któryś z poprzednich postów przemycił już informację o codziennych funkcjach tego egzemplarza cudów techniki. Obok wymienionych, wykonywał on także czynność KORCENIA, więc nic go nie mogło uchronić przed znalezieniem się w reklamówce i wyjściem z nami na spacer. Mamy nadzieję, że nie żałował tej ekskursji.
Nie był łatwy do okiełznania.
Najpierw wpadł w ręce poczciwego staruszka.
Następnie zidentyfikował się ze zwierzęciem domowym, niekoniecznie chcąc przyjść do pańci.
Nietaktownie nie uszanował zieleni miejskiej.
Naruszył intymną sferę królów przestworzy. Głodny?
Podglądał gołąbki. Bliższa styczność nie powiodła się.
Interakcja z zebrą.
Wreszcie ponownie w objęciach starszego pana [taka klamra kompozycyjna].
(Pierwszą reakcją pana było "pani, ja już mam w domu dwa telefony, nie potrzebny mi kolejny", po czym pan zaprowadził nas pod wrota swej odpicowanej chaty, żebyśmy sfotografowali go na jej tle, zamiast takiej rudery jak na poniższym, a my "nie, tak to raczej nie, my raczej takie ruiny")
Po czem zawędrował do papierni, co - przynajmniej na razie - pozostanie spowite mgłą tajemnicy.
[ejmadziu]
Wednesday, April 16, 2008
telefon
Saturday, April 12, 2008
hajle silesia
Podczas dość randomowego klikania dwuklikiem na ikony w mojej maszynce, który to proces miał na celu wyszukanie materiału do kolejnej retrospekcji (jakich przed nami jeszcze tysiąc pięćset sto chyba, okazuje się bowiem, że miąższ czasu przeszłego, który nas ze sobą polepił, obfitował w bogactwo przygód), niespodzianie na monitor przykicała mi pewna dość szczególna postać z tworzywa sztucznego.
Przedstawmy po krótce urzekającą historię. 24/03/2007. Znalazłyśmy się w Katowicach, ponieważ znalazł się tam także Bonobo. Znalazłyśmy się bardzo na chwilę, liczącą mniej niż doba, ale nie omieszkałyśmy zainstalować się w luksusowym hotelu dla kadr profesorsko-doktoranckich czy jakichś takich intelektualnych. Pani portierka dokonała uchybienia, wręczając nam, wraz z kluczem, pilot do teleodbiornika. Zachowałyśmy zimną krew. W apartamencie, w trakcie analizy inwentarza, bardzo ukontentował nas ceramiczny czajnik oraz radio Kalenica, które powiedziało do nas 2 słowa, po czym postanowiło zamilknąć.
I oto, zbudowawszy atmosferę sukcesywnie narastającego napięcia i niepokoju egzystencjalnego, przejść należy do meritum. Wyruszyłyśmy na plac Sejmu Śląskiego, gdzie - jak wszystko wskazywało - po zmroku w podziemiu miał zagrać Bonobo, poprzedzony naziemnym oddaniem moczu przez jedną z nas (nie zdradzimy którą) pod krzak. Zanim jednak to się stało, i nawet zanim spożyłyśmy wieczerzę w budce telefonicznej (złożoną z Sofii i bułki), natrafiłyśmy na spożywczok, który umieścił był na witrynie Chwyt Marketingowy.
Długo by można prawić na temat, ale spójrzmy po prostu jak oni się pięknie kochają.
Skoro już odnotowany został wyżej pikantny wątek hotelowej nocy, przedstawiamy nasze Sceny Łyżkowe:
Bo chyba nikt z was nie miał podejrzeń, że poranną kawę spożywamy klasycznie.
[ejmadziu]
Chciałabym dodać, iż Magdalena eN postanowiła oddać hołd Kalenicy, wykonując szablon na jej cześć:

[ojacieniemoge]
Friday, April 11, 2008
żeby potem nie było niejasności
Początek - moment w którym zorientowałyśmy się, że może być coś lepszego niż zabawa we własnym, hermetycznym światku.
Trudno powiedzieć czy to co robimy służy tylko nam, tzn. zaspokajaniu własnych, dość specyficznych potrzeb. Nasze zachowania można interpretować w sposób mniej egoistyczny (egocentryczny?), jesteśmy tylko sprawcami. Uczestnikami mają stać się obcy nam ludzie. Czy im się to podoba? Spotkałyśmy się z szeregiem różnych reakcji. Powtarzam REAKCJI, bo obojętność to najgorsze co może nas spotkać, naprawdę.
Poglądowo przedstawię o co mi chodziło. Prędzej czy później każdy wątek doczeka się rozwinięcia. Może nie powinnam od razu wykładać wszystkich kaw na stół.. właściwie nie miałam takiego zamiaru zaczynając ten wpis, jak widać koncepcje się zmieniają;]
Nasze pierwsze dziecko. Dużo wątpliwości i pytań, mimo wszystko, moja mama używa go raz do roku (częstotliwość użycia wyższa niż dla sokowirówki!) więc szkoda by maszynki było. Poznał bardzo dużo nowych ludzi.
Bo miał klawą korbkę. Nie używany nawet raz do roku, a zbieranie kurzu na dłuższą metę jest nużące. Do listy przyjaciół może dodać dwóch starszych panów.
Leżał na stosie gratów wszelakich, potem został przemycony za łóżko. Znakomita większość udawała że go nie widzi. Myślę, że zrealizował się w roli jemioły.
Uwalniałyśmy więcej przedmiotów, niestety nie integrowałyśmy ich z innymi ludźmi także się nie liczy, przynajmniej nie do tego wpisu;]
[ojacieniemoge]
Wednesday, April 2, 2008
KLAWO podejmuje interakcje
14 lutego b.r. mieszkańcy Szczecina zostali obarczeni Zadaniem. Dzień na pozór zwyczajny, a jednak coś wisiało w powietrzu. Zdawałyśmy sobie z tego sprawę, w przeciwieństwie do reszty gawiedzi, zaabsorbowanej obchodami jakiegoś zachodniego święta. Ludność krążyła po kamiennych płytach chodnika, mniej lub bardziej sprawnie omijając reminiscencje psa.
Tymczasem pyszny kartonowy prostokącik zacierał już ręce, spozierając ukradkiem z torby mej. Nasączony wcześniej dwukolorowo i dwustronnie MAZAKIEM, oczekiwał na moment. I wreszcie WYCHYNĄŁ! A stało się to w okolicach zaczątków Parku Kasprowicza, ściślej: w alei konsumowanej corocznie przez szrotówka kasztanowcowiaczka.
Ludzie otrzymali misję posiadania chęci do sfotografowania się z wychyniętym prostokącikiem, wskazując jednocześnie jedną z jego stron - opatrzoną napisem KLAWO lub NIEKLAWO - stosownie do nastrojów własnych.
Spójrzmy jak się czuto w ten dzień.
1. Pan z pieskiem. Bardzo chciał zdjęcie, ale bez obnażania nastroju, za to koniecznie z psem. W trakcie długich negocjacji, nasz prostokącik zaczął wzbudzać coraz większą agresję u zwierzęcia, skutkiem czego zostałyśmy wyszczekane.
2. Dziewczyna [próbowała nieśmiało przeforsować NIEKLAWO] i chłopiec [był przeciwnego zdania; ona je wchłonęła].
3. Nasza ulubiona scenka familijna. Wyszło uroczo, a tak bałyśmy się babci - emitowała okiem ognie piekielne, ale to nieprawda.
4. Robotnik fizyczny na świeżym powietrzu - KLAWO bez dwóch zdań. I ten godny podziwu zapał, z jakim starał się dosięgnąć absolutu.
I to wcale nie jest koniec przygód bohatera niniejszej notki.
[ejmadziu]