Wednesday, April 16, 2008

telefon

- Wzięłyście telefon i pojechałyście do papierni - tako rzekła pewnego dnia dość jasnowidząca Małgorzata, po naszym powrocie z wydeptywania żywieckich nawierzchni rozmaitych. Rzekła to pod koniec września 2007. Należy niezwłocznie sprecyzować postać Małgorzaty, ponieważ ponownie - jak i w przypadku Magdalenki - dubluje się ona w naszej historii. Wyszło tak, że każda z Magdalen posiada swoją własną Małgorzatę, czyli osobę bezpośrednio obarczoną odpowiedzialnością za przyjście na świat właściwej sobie Magdaleny. A to ci heca. Fraza orzekająca o potraktowaniu telefonu wzięciem itd. wydobyła się z ust - jak inteligentny czytelnik sam wydedukuje - Małgorzaty Fi.
Co lepsze, miała ona rację!

Któryś z poprzednich postów przemycił już informację o codziennych funkcjach tego egzemplarza cudów techniki. Obok wymienionych, wykonywał on także czynność KORCENIA, więc nic go nie mogło uchronić przed znalezieniem się w reklamówce i wyjściem z nami na spacer. Mamy nadzieję, że nie żałował tej ekskursji.

Nie był łatwy do okiełznania.
Najpierw wpadł w ręce poczciwego staruszka.


Następnie zidentyfikował się ze zwierzęciem domowym, niekoniecznie chcąc przyjść do pańci.


Nietaktownie nie uszanował zieleni miejskiej.


Naruszył intymną sferę królów przestworzy. Głodny?


Podglądał gołąbki. Bliższa styczność nie powiodła się.


Interakcja z zebrą.


Wreszcie ponownie w objęciach starszego pana [taka klamra kompozycyjna].
(Pierwszą reakcją pana było "pani, ja już mam w domu dwa telefony, nie potrzebny mi kolejny", po czym pan zaprowadził nas pod wrota swej odpicowanej chaty, żebyśmy sfotografowali go na jej tle, zamiast takiej rudery jak na poniższym, a my "nie, tak to raczej nie, my raczej takie ruiny")



Po czem zawędrował do papierni, co - przynajmniej na razie - pozostanie spowite mgłą tajemnicy.

[ejmadziu]

No comments: