Saturday, May 31, 2008

biegi przełajowe

Piszę pracę, tak piszę, już otworzyłam ołpenofisa, nadałam nazwę odpowiednią i oczekuję Was efekty!

Czekam

Czekam

Gotowi, do biegu?






Magdaleny wzięły i poległy.
Powiem Wam w sekrecie, że jutro, jak co niedzielę, na tym boisku zagrają gwiazdy lokalnego sportu i wszyscy przyjadą na swoich rowerach popatrzeć się przez płot.

Finula 23:27:09
nie podpisałaś się z wrażenia
magd 23:27:21
ojej
magd 23:27:37
poprawię
Finula 23:27:42
nie zmniejszyłaś fot ;]

[ojacieniemoge]


Nie pozostaje mi nic innego, jak z boleścią potwierdzić, że właśnie pysk poznaje podłoże, a w łordzie kursor mryga nie zmieniając bezczelnie swojej lokalizacji. Próbuję go nakłonić, aby zechciał zawitać na stronie numer 4, zapełniając białą przestrzeń społecznymi problemami. No, jazda! Ale to już!

[ejmadziu]

Thursday, May 29, 2008

amymamy

A my mamy dzisiaj imieniny, a wy niee-e.
Se życzymy najlepszego.

(Ująwszy w nawias, czcionkę zmniejszywszy, przytaczam dla zainteresowanych historię związaną. Państwo eN, w przeciwieństwie do Państwa Fi, kultywują imieninowe rytuały. Magdalena Fi, zlądowawszy rok temu w Szczecinie, miała [powtarzalną hipotetycznie] okazję zauczestniczyć w tym. No i jakże klawo. Nie dość, że płynęłyśmy w ten wieczór do Kopenhagi, to jeszcze zostałyśmy obdarowane specjalnymi długopisami, poświadczającymi swym korpusem o naszych unikatowych cechach charakteru. Całość widoczna na załączniku graficznym. Bo mój się ostał. Egzemplarz Fi-magdalenkowy natomiast mości dzisiaj kieszeń swego szczęśliwego nowego właściciela, sygnując se czasem dla rozrywki kontrakty z wytwórnią Ninja Tune. Kto wie, może kiedyś się dowiemy jak to jest mieszkać w spodniach Amona.)



[ejmadziu]

Nie żebym się chwaliła ale państwo Fi. zmienili obyczaje, dostałam kwiotka do najbardziej eklektycznego pokoju na świecie.
Myślę, że Marii i Teodozji też należą się życzenia - trzypak imieninowy (jutrzejszy Feliks i Ferdynand gratis).

[ojacieniemoge]

Tuesday, May 27, 2008

4

Jest! Jest! Ojej!

Mili Państwo, dzisiejszy dzień jest nie byle jaki. Nasze poczciwe KLAWO obchodzi dzisiaj czwarte urodziny. Tak, kto by pomyślał, jak ten czas szybko leci. Jeszcze trochę, a zacznie uganiać się za dziewczynami. Zodiakalny Bliźniak - wręcz skazany na sukces.
Z tej okazji życzymy wszystkim bożym stworzeniom, aby KLAWO zagościło w sercach i przede wszystkim w jamach ustno-nosowych, napawających się emisją głosek miękkopodniebiennych bezdźwięcznych oraz przedniojęzykowo-dziąsłowych.



W ramach treningu samodoskonalenia odsyłamy tutaj.

[ejmadziu]

Sunday, May 25, 2008

Praha

Czując delikatną presję ze strony Magdaleny postanowiłam zakończyć okres milczenia i napisać owo i to także. W czasie nic-nie-pisania zdążyłyśmy się spotkać raz cały jeden, wtedy to, zrobiłyśmy kilka rzeczy, z których jesteśmy dumne niczym John and Sue.
Wyborną okazją/ pretekstem na spotkanie się, było zabycie Amona Tobina w Pradze. Na ziemi czeskiej zabawiłyśmy 4 dni w przybliżeniu. Jeśli chodzi o koncert, wiadomo że „klawo” w tej sytuacji to mało (naprawdę) powiedziane. Jako rasowe groupies poszłyśmy potem ucałować jego stopy i powiedzieć mu kamtupoland.
Ale nie o tym chciałam!
Praga jak to Praga, trzeba się przejść to tu, to tam i zrobić serię fotografii przedstawiających nas jakże uśmiechniętych ludzi pod jakimś kościołem z wieku XV. Na szczęście udało nam się uniknąć tego typu przedsięwzięć, ba! Dzięki nam, pewna grupa ludzi sfotografowała coś ciekawszego (w naszym, subiektywnym odczuciu).

Wyglądało to mniej więcej tak, ONI robią zdjęcia MU, a my IM. Magdalena N. dawała radę, mi oczywiście skończyła się klisza, a jakżeby inaczej! O dziękuję Ci Paulino J. że, wspomogłaś mnie w tej trudnej chwili cyfrą, o dziękuję Ci również że poświęciłaś swego banana!

O Pradze pewnie jeszcze będzie.
To tela.
Uściski całuski i pozdrowionka.
[ojacieniemoge]


Wcieliłam się właśnie w rolę naprawiaczki zdjęć, które padły ofiarą mojej euforii. Czynności naprawcze nie powiodły się. Zdradzając kulisy sprawy ograniczę się do napomknięcia, że w tak kluczowym momencie również i moja klisza postanowiła zakończyć się. Dokonując zmiany, nie nacisnęłam TEGO GUZICZKA. Celuloidowa taśma nabyła ran szarpanych, co było nie w smak skanerowi sąsiada. Taka jest geneza croppniętych obrazów. [Nadal oczekujemy na cyfrową część materiału].

Oto i ON. Profilowo, en face, w wybornym towarzystwie księżniczek, turystów, niewidomych.








Na deser umieszczę Nadrzędny Cel ekspedycji, składający sygnaturę na dokumencie dot. woli ojcostwa. Miałam o tym nie mówić, wiem. Uczynił to długopisem z napisem MAGDALENA.



:]

[ejmadziu]