Trąbki w gminie Marianowo już dawno podpadły nam swoją niedoszlifowaną nazwą. Przecież oczywiste jest, że wszystkie trąbki są nienaruszalną własnością Eustachiusza, o czym można się dowiedzieć chociażby tu. Dlatego nie można tolerować takich przeoczeń.
Ponownie musiałyśmy zorganizować wyprawę nomenkla(wo)turową.
Chochliki czają się wszędzie i zacierają ręce. Proszę sobie wyobrazić konsternację, jaka nas ogarnęła po skonstatowaniu bolesnej nieobecności litery C wśród nas. No wzięło i znikło! Wydałyśmy na wdechu dźwięk stanowiący mieszankę aaaa i yyyy, a może nawet eeee.
Magda Fi jednak jest zazwyczaj wyposażona w narzędzia.
Misja zakończona sukcesem.
Nadal jednak ci, co wjeżdżali do Trąbek Eustachiusza wyjeżdżali z Trąbek, i odwrotnie. Druga końcówka zatem także doczekała się przechrzczenia.
A we wiosce odnalazłyśmy ozdoby wielkanocne (2 godziny później stworzenie nie dysponowało już żadnym uchem)
a także kolejny zabieg marketingowy (na potrzeby chwili okraszony nutką dramaturgii).
Imprezy w dobrym stylu.
[ejmadziu]
Friday, August 29, 2008
Trąbki, 24/08/08
Thursday, July 10, 2008
bo Słonik się pyta czy dzieci były grzeczne.
Znowu się spotkałyśmy. Prowokatorem tym razem był Opener. Czuję, że to znaczące wydarzenie powinno być odnotowane na wirtualnych kartach naszego bloga.
Oczywiśnie ilustracje ponownie wykonane pstrykiem ejmadzinym. Na mnie nie ma co liczyć (tak jak na moją smenę) albo nie wywołam albo nie zeskanuję albo brzydka pogoda.
Krótko:
-Ołpener dał nam możliwość odnalezienia się w nowej- dotąd nieznanej- roli przemytników. Co prawda rac i petard nie wnosiłyśmy na terytorium strefy zero (choć plany były) ale w torbach pojawiły się zakazane kanapki, a w bucie nawet najwspanialszy scyzoryk rodem z ZSRR, którego to korkociąg zrobił mały kuj kuj kuj w stopę.
-Dzięki Ołpenerowi mogłyśmy nie stać w kolejce stumetrowej do zimnej wody cieknącej- bo chyba nie lejącej się?- z prysznica, o godzinie 11.
-Chwała Ci także za to że pozwoliłeś nam wykreować postać Słonika, którego to wzywałyśmy chlipiąc i prosząc o litość dla nosków wrażliwych naszych.
-Niektórzy uczestnicy wycieczki narzekali również na skandaliczne zachowanie bębniarzy oraz Antarktydę wewnątrznamiotową.
I chyba nie uwierzycie jak powiem: „klawe koncerty i basy, że aż miło gilgotało w brzuchu.”
Mogę nawet użyć intonacji: „klawe koncerty i basy, że aż miło gilgotało w brzuchu!!!"
Bez przesady, nie będę się podniecać: „klawe koncerty i basy, że aż miło gilgotało w brzuchu.”
Z mojej strony chciałam też podziękować:
pięciu dobroczyńcom z trasy Żywiec- Gdańsk
autochtonom z Gdyni
kontrolerom SKM
wesołej i troskliwej grupie warszawsko- gdańskiej
pozdrawiam wszystkie zwierzęta domowe (żuraw, Słonik i flondra)
[ojacieniemoge]
Jako niektóry uczestnik, z sensytywnym uchem i zniszczoną termoregulacją, pozwolę sobie zająć kawałek cyberprzestrzeni w temacie.
Grzechem byłoby nie pochwalić Magdy Fi za dość szczególne zdolności akrobatyczne (szukam dolnokończynowego odpowiednika przymiotnika "manualne" i go nie znajduję), a mianowicie otwieranie butelki sophii niewinnymi a chwytnymi stopami w rozmiarze 35 (oficjalnie dla mediów - 36).
Miękkie nastrojowe światło zagwarantował nasz domek, którego stabilność śmiało można porównać z domkiem z kart. Tutaj proszę poświęcić chwilę na aplauz dla Magdalen wykonujących odwierty szpilkami (namiotowymi!) w klepisku o godzinie 23. (proszę to sobie zwizualizować i klaskać):
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Ok, starczy.
Pozostając w temacie, prezentuję smażeny syr:
(niedomyte i okraszone ździebkiem - pewnie Günter importował zboże)
Słonik złamał mi serce, pozostając indyferentnym wobec "Słoniiiiiku, przyjdź".
[ejmadziu]
Sunday, May 25, 2008
Praha
Czując delikatną presję ze strony Magdaleny postanowiłam zakończyć okres milczenia i napisać owo i to także. W czasie nic-nie-pisania zdążyłyśmy się spotkać raz cały jeden, wtedy to, zrobiłyśmy kilka rzeczy, z których jesteśmy dumne niczym John and Sue.
Wyborną okazją/ pretekstem na spotkanie się, było zabycie Amona Tobina w Pradze. Na ziemi czeskiej zabawiłyśmy 4 dni w przybliżeniu. Jeśli chodzi o koncert, wiadomo że „klawo” w tej sytuacji to mało (naprawdę) powiedziane. Jako rasowe groupies poszłyśmy potem ucałować jego stopy i powiedzieć mu kamtupoland.
Ale nie o tym chciałam!
Praga jak to Praga, trzeba się przejść to tu, to tam i zrobić serię fotografii przedstawiających nas jakże uśmiechniętych ludzi pod jakimś kościołem z wieku XV. Na szczęście udało nam się uniknąć tego typu przedsięwzięć, ba! Dzięki nam, pewna grupa ludzi sfotografowała coś ciekawszego (w naszym, subiektywnym odczuciu).
Wyglądało to mniej więcej tak, ONI robią zdjęcia MU, a my IM. Magdalena N. dawała radę, mi oczywiście skończyła się klisza, a jakżeby inaczej! O dziękuję Ci Paulino J. że, wspomogłaś mnie w tej trudnej chwili cyfrą, o dziękuję Ci również że poświęciłaś swego banana!
O Pradze pewnie jeszcze będzie.
To tela.
Uściski całuski i pozdrowionka.
[ojacieniemoge]
Wcieliłam się właśnie w rolę naprawiaczki zdjęć, które padły ofiarą mojej euforii. Czynności naprawcze nie powiodły się. Zdradzając kulisy sprawy ograniczę się do napomknięcia, że w tak kluczowym momencie również i moja klisza postanowiła zakończyć się. Dokonując zmiany, nie nacisnęłam TEGO GUZICZKA. Celuloidowa taśma nabyła ran szarpanych, co było nie w smak skanerowi sąsiada. Taka jest geneza croppniętych obrazów. [Nadal oczekujemy na cyfrową część materiału].
Oto i ON. Profilowo, en face, w wybornym towarzystwie księżniczek, turystów, niewidomych.





Na deser umieszczę Nadrzędny Cel ekspedycji, składający sygnaturę na dokumencie dot. woli ojcostwa. Miałam o tym nie mówić, wiem. Uczynił to długopisem z napisem MAGDALENA.
:]
[ejmadziu]
Saturday, April 12, 2008
hajle silesia
Podczas dość randomowego klikania dwuklikiem na ikony w mojej maszynce, który to proces miał na celu wyszukanie materiału do kolejnej retrospekcji (jakich przed nami jeszcze tysiąc pięćset sto chyba, okazuje się bowiem, że miąższ czasu przeszłego, który nas ze sobą polepił, obfitował w bogactwo przygód), niespodzianie na monitor przykicała mi pewna dość szczególna postać z tworzywa sztucznego.
Przedstawmy po krótce urzekającą historię. 24/03/2007. Znalazłyśmy się w Katowicach, ponieważ znalazł się tam także Bonobo. Znalazłyśmy się bardzo na chwilę, liczącą mniej niż doba, ale nie omieszkałyśmy zainstalować się w luksusowym hotelu dla kadr profesorsko-doktoranckich czy jakichś takich intelektualnych. Pani portierka dokonała uchybienia, wręczając nam, wraz z kluczem, pilot do teleodbiornika. Zachowałyśmy zimną krew. W apartamencie, w trakcie analizy inwentarza, bardzo ukontentował nas ceramiczny czajnik oraz radio Kalenica, które powiedziało do nas 2 słowa, po czym postanowiło zamilknąć.
I oto, zbudowawszy atmosferę sukcesywnie narastającego napięcia i niepokoju egzystencjalnego, przejść należy do meritum. Wyruszyłyśmy na plac Sejmu Śląskiego, gdzie - jak wszystko wskazywało - po zmroku w podziemiu miał zagrać Bonobo, poprzedzony naziemnym oddaniem moczu przez jedną z nas (nie zdradzimy którą) pod krzak. Zanim jednak to się stało, i nawet zanim spożyłyśmy wieczerzę w budce telefonicznej (złożoną z Sofii i bułki), natrafiłyśmy na spożywczok, który umieścił był na witrynie Chwyt Marketingowy.
Długo by można prawić na temat, ale spójrzmy po prostu jak oni się pięknie kochają.
Skoro już odnotowany został wyżej pikantny wątek hotelowej nocy, przedstawiamy nasze Sceny Łyżkowe:
Bo chyba nikt z was nie miał podejrzeń, że poranną kawę spożywamy klasycznie.
[ejmadziu]
Chciałabym dodać, iż Magdalena eN postanowiła oddać hołd Kalenicy, wykonując szablon na jej cześć:

[ojacieniemoge]
Tuesday, March 11, 2008
12/02/2008 - Nałożnica
Dwunastego lutego roku bieżącego, Magdaleny wybrały się na wycieczkę krajoznawczą do miejscowości znanej wtedy pod nazwą "Łożnica". Dziewczętom przyświecała idea, a mianowicie zamierzały nadać nowe imię owej wiosce. Misja zakończyła się sukcesem!
Z powodu braku drabiny czy też wystarczającej długości kończyn, instalacja cząstki sodu - "Na" była bardzo trudna. Magdaleno eN! Przepraszam Cię, że Twoje plecy (i dłonie) musiały się stać ofiarą naszej misji.
[ojacieniemoge]
Magdaleno Fi! Mimo, iż bliznę po dziś dzień noszę, robię to z dumą i historię jej prezentuję godnie społeczeństwa reszcie, aby krzewić to, co krzewić powinnyśmy wg genetycznego zapisu pochodzącego od domniemanej ósmej matki praeuropejskiej. Nieśmy dalej kaganek oświaty, korygujmy kulawą nomenklaturę, by się klawą stała!
[ejmadziu]