Znowu się spotkałyśmy. Prowokatorem tym razem był Opener. Czuję, że to znaczące wydarzenie powinno być odnotowane na wirtualnych kartach naszego bloga.
Oczywiśnie ilustracje ponownie wykonane pstrykiem ejmadzinym. Na mnie nie ma co liczyć (tak jak na moją smenę) albo nie wywołam albo nie zeskanuję albo brzydka pogoda.
Krótko:
-Ołpener dał nam możliwość odnalezienia się w nowej- dotąd nieznanej- roli przemytników. Co prawda rac i petard nie wnosiłyśmy na terytorium strefy zero (choć plany były) ale w torbach pojawiły się zakazane kanapki, a w bucie nawet najwspanialszy scyzoryk rodem z ZSRR, którego to korkociąg zrobił mały kuj kuj kuj w stopę.
-Dzięki Ołpenerowi mogłyśmy nie stać w kolejce stumetrowej do zimnej wody cieknącej- bo chyba nie lejącej się?- z prysznica, o godzinie 11.
-Chwała Ci także za to że pozwoliłeś nam wykreować postać Słonika, którego to wzywałyśmy chlipiąc i prosząc o litość dla nosków wrażliwych naszych.
-Niektórzy uczestnicy wycieczki narzekali również na skandaliczne zachowanie bębniarzy oraz Antarktydę wewnątrznamiotową.
I chyba nie uwierzycie jak powiem: „klawe koncerty i basy, że aż miło gilgotało w brzuchu.”
Mogę nawet użyć intonacji: „klawe koncerty i basy, że aż miło gilgotało w brzuchu!!!"
Bez przesady, nie będę się podniecać: „klawe koncerty i basy, że aż miło gilgotało w brzuchu.”
Z mojej strony chciałam też podziękować:
pięciu dobroczyńcom z trasy Żywiec- Gdańsk
autochtonom z Gdyni
kontrolerom SKM
wesołej i troskliwej grupie warszawsko- gdańskiej
pozdrawiam wszystkie zwierzęta domowe (żuraw, Słonik i flondra)
[ojacieniemoge]
Jako niektóry uczestnik, z sensytywnym uchem i zniszczoną termoregulacją, pozwolę sobie zająć kawałek cyberprzestrzeni w temacie.
Grzechem byłoby nie pochwalić Magdy Fi za dość szczególne zdolności akrobatyczne (szukam dolnokończynowego odpowiednika przymiotnika "manualne" i go nie znajduję), a mianowicie otwieranie butelki sophii niewinnymi a chwytnymi stopami w rozmiarze 35 (oficjalnie dla mediów - 36).
Miękkie nastrojowe światło zagwarantował nasz domek, którego stabilność śmiało można porównać z domkiem z kart. Tutaj proszę poświęcić chwilę na aplauz dla Magdalen wykonujących odwierty szpilkami (namiotowymi!) w klepisku o godzinie 23. (proszę to sobie zwizualizować i klaskać):
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Ok, starczy.
Pozostając w temacie, prezentuję smażeny syr:
(niedomyte i okraszone ździebkiem - pewnie Günter importował zboże)
Słonik złamał mi serce, pozostając indyferentnym wobec "Słoniiiiiku, przyjdź".
[ejmadziu]
Thursday, July 10, 2008
bo Słonik się pyta czy dzieci były grzeczne.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comment:
Hallo :) Warszawska część ekipy warszawsko-gdańskiej pozdrawia Magdy! W środę powinnam dostać foty od Poli – co prawda nie tak abstrakcyjne jak Wasze, ale z pewnością pełne zachodów słońca i innych fotogenicznych elementów Openera… ;) I will keep you informed!
Post a Comment