Słowniczek dla nieuczestniczących:
SARAC [wym. sarak] - biedny.
CITY STAR - to ten nasz magiczny bilet kolejowy.
W Kiszyniowie rozpoczęła się nasza seria niefortunnych zdarzeń, w punktach:
- idziemy na dworzec kolejowy w celu dowiedzenia się, że bilet jest za drogi
- jedziemy na zadupie - dworzec autobusowy; bilet tani, ale co z tego skoro na autogarę trudno się dostać (brak rozkładów jazdy)
- decydujemy się jechać pociągiem (132 leje mołdawskie) do Iași, a potem przesiąść się na pociąg w stronę Bukaresztu
- Magda uświadamia sobie, że przecie w Iași nie trzeba się przesiadać – pociąg zmierza do Bukaresztu
- kolejorze sprowadzają nas na ziemię – CITY STAR nie działa w pociągach mołdawskich
- nagły zwrot akcji – dzięki Rumunce posługującej się angielskim pozwolono nam jednak zostać w psychodelicznym pociągu. Dlaczego psychodelicznym, to jeszcze napiszemy.
Tymczasem wysiadamy w Ploeszti (jest już 16 IX) i dopiero wtedy zaczynamy się naprawdę kręcić w kółko :D
Jeśli chodzi o dziwne rzeczy dziejące się w ciopągu – warto wspomnieć drobną historię z facetem wywalającym bagaże przez okno. Ustaliłyśmy, że prawdopodobnie chodzi o przemyt, a nie o jakąś ciekawą formę gier i zabaw oraz robienia sobie psikusów:P Na granicy pan celnik ocielił mój plecak – podejrzenia wzbudziła herbata (czaj) i cukier. Natomiast Magda została poproszona o inny dokument – zdjęcie z paszportu źle oddawało jej fizjognomię.
Tymczasem przemytnik został pojmany w Iași przez rozmaite gatunki mundurowych. Przed udaniem się do aresztu dokonał w szybie gruntownego przeglądu facjaty. Ogolony idealnie, mógł spokojnie udać się do celu/celi.
Czas wewnątrzpociągowy w przeważającej części został wydrzemany, w niektórych przypadkach okraszony terroryzującymi snami, których resztki przeniosły się do rzeczywistości również (czyli moja „śmiertelna” wysypka). Koce teoretycznie* niezawszone i niezalakukaraczowane [trudne słowo].
* [adnotacja z dziś] teoria pozostała teorią, którą negatywnie zweryfikował fakt, że do dziś mam na nodze oznaczoną ścieżkę - jak się okazało - pchły.
16 września:
Tak więc wysiadłyśmy w Ploeszti, udałyśmy się na niby rogatki miasta, wcześniej raz się zapętliłyśmy autobusem nr 30. Stop był łapany przez jakieś max 10 minut. Zjawiła się pomocna pani, dogadać się nie dało, chyba nie rozumiała, że łapiemy stopa. Wzięła nas ponownie do centrum, niewiadomoocochodzi. Najpierw zaczęła konsultować się z kierowcami autobusów, ale udało nam się jej wytłumaczyć, że nie chcemy korzystać z takich autobusowych usług. Na hasło TREN udałyśmy się za nią z powrotem na dworzec pociągowy. Tam dowiedziałyśmy się (dzięki niej), że nasz City Star jest ważny i można na nim jeździć:P KLAWO. W końcu uprzejmej włożyłyśmy pożegnalną kukułkę do ręki i delikatnie dałyśmy jej do zrozumienia, iż jej misja się zakończyła. Dalsze wydarzenia przedstawiają się mniej więcej tak:
- jedziemy pociągiem do Bukaresztu (jeszcze na City Starze)
- w Bukareszcie – autobusem i tramwajem dostajemy się na obrzeża
- 1h – bezskutecznie łapiemy stopa
- facet wywozi nas na autostradę
- śmierdzi gównem, gówno również się zatrzymuje
- na tarczy wracamy do centrum i nawet zdążamy na pociąg do Konstancy
- w Konstancy jesteśmy wieczorem
- PODSUMOWANIE: cały dzień w bezsensownych rozjazdach i w zdezorganizowaniu szczytowym:D
Pociąg tradycyjnie wiózł na swym pokładzie mroczne tajemnice. Największe emocje wzbudziła postać karła z plastikowym nożem. Karzeł ukrył siebie i swoje mienie osobiste w wuce (tanie metody podróżowania), nóż natomiast przeżuwał wytrwale aż do Konstancy (przed Konstancą nawet zdecydował się wychynąć i usadowić na siedzeniu zwyczajnym). Nudne chwile umiliła handlarka obwoźna dysponująca szerokim asortymentem niezbędników, w tym zwierząt domowych na bateryjkę, wyznających po ściśnięciu brzuszka uczucia: hhhhdży! ajlowju.
Pociąg w Konstancy dokonał na mnie zamachu – drzwi postanowiły się zamknąć wtedy, gdy przechodziłam.
Docieramy do Konstancy. Podczas szukania drogi zaczepia nas chłopak, który mieszkał w Konstancy na ulicy, ale teraz założył rodzinę i wszystko się zmieniło (nie chciał się więcej zwierzać). Zaprowadził nas do hotelu SPORT z 3 gwiazdkami, który po modernizacji okazał się jednak zbyt drogi dla takich sarak studentów jak my (nawet jeśli nie chciałyśmy wykupić sobie pokoju z widokiem na morze:)). Pani recepcjonistka pokazała nam gdzie jest ulica, na której rzekomo znajduje się hostel z internetu i użyczyła nam mapy – bilans: 1 kukułka w plecy. Wychodząc z hotelu Sport znowu spotykamy kolegę spod dworca. Zaprowadza nas na przystanek – bilans: 1 kukułka (+ uznanie za dźwignięcie się z ulicy). Jedziemy szukać hostelu, który jak się okazuje już nie prosperuje. Postanawiamy więc metodą kiszyniowską wbić się komuś na chatę:) Zaczepiamy pierwszego lepszego konstancianina, który akurat ma kawalerkę do wynajęcia:) Po pertraktacjach z jego darling ustalamy cenę. Zgadzamy się na 50 euro za 2 noce i idziemy przygotowując się psychicznie na obecność 78-letniego dziadka w mieszkaniu (o którym mówił zaczepiony pan Johan:)). Okazuje się, że kawalerka jest cała dla nas, a dziadka jak nie ma tak nie ma – ustaliłyśmy, że wyjechał do sanatorium nad morze:) Apartament mamy z klimą i z widokiem na morze.
SEKCJA WIZUALNA:
nad wyraz uboga, ponieważ odcinek dotyczył głównie kręcenia się jak owsiki tudzież inne zwierzątka. Możemy pokazać drastyczne sceny z pociągu mołdawskiego:

Zdjęcie dość dobre, tylko Fickova nie usunęła dekla z obiektywu:
[cdn]
Wednesday, October 8, 2008
Rumunia, odsłona 4 [z domieszką Mołdawii].
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment