Zdarza się, że słowo staje się ciałem. Na przykład RUMUNIA. Przez pewną ilość miesięcy gościła w magdzinych przestrzeniach międzyzębowych, a dziś już do przeszłości należy nasza prawie 3-tygodniowa bytność w tym kraju. Nie będziemy chamskie, podzielimy się skrzętnie spisywanymi wrażeniami. Pewnie nie będzie dla czytelników zaskoczeniem ich forma i treść - jakże mętna i nieprzydatna dla osób potencjalnie zainteresowanych. Zapraszamy.
Rumunię przemierzył trzyosobowy skład sfeminizowany (100% cukru w cukrze). Każdej osobie przypiszemy odrębny kolor wspomnieniowy, coby podkreślić indywidualne odczucia.
zuzu [furmanova]
ojacieniemoge [fickova, magda f]
ejmadziu [magda n]
I tu jeszcze jeden ukłon z naszej strony: stopień niezrozumienia u odbiorców zostanie nieco zmniejszony, poprzez pojawienie się przed każdą częścią elementów eksplanacyjnych.
Słowniczek dla nieuczestniczących:
INFRADŹWIĘKOWCY - teoria głosi, że krążą po pociągach rozpylając korbkami infradźwięki, powodujące gwałtowne ataki senności oraz, w skrajnych przypadkach, śmierci
MESZKA - słowackie meshka = opóźnienie
OCIELIĆ SIĘ - wydobyć na światło dzienne pożądany element zawartości plecaka, zwł. po wielu trudach, wymagających zanurzenia ręki do wysokości ramienia
CZŁOWIEK W TUBCE - występuje, gdy parasol ma grubą i prostą rączkę-trzymaczkę, i gdy leży pod fotelami zwłaszcza
URSUS - renomowana marka piwa:] szukajcie w butelkach z niedźwiedziem!
KUKARACZA - karaluch, który się nie zjawił nigdzie, mimo radosnego oczekiwania
OSTR - czynnik uniemożliwiający czytanie, tzn. czyta się wówczas, ale w miejscu
LOGODNIK - narzeczony
7 września:
Żywiec - Čadca:
- Kible wyposażone w ładne, obrazowe rysunki techniczne.
Čadca - Żilina:
- rozdano 1 krówkę i 1 kukułkę (mimo, iż pani w kasie nie była zdenerwowana, oprócz jednego sapnięcia - HOJNOŚĆ)
- nóż - postrach dla infradźwiękowców! (straszak)
- koszulka wyschła już w Čadcy!
- Zuzie dostało się jabłko bez koleżków, ja miałam jednego martwego, Magda sprawdzić nie chciała
- Jedziemy przez Ukrainę:) [nie jest to zgodne z rzeczywistością, ale może kiedyś ktoś wyjaśni czytelnikowi ten niecny żart]
- w kiblu można wyrzucać śmieci, żeby się przejść
Puchov:
- Puchovski przyjaciel stacjonujący na dworcu - miłośnik gór i przyrody - uraczył nas słowotokiem bezzębnym i posmyrał mi Smenę /odmówił konsumpcji krówki ze względu na brak przedniego uzębienia/
- kolega Puchovskiego zostawił mi skarpetki z Lidla [prowokacja], ale nie przyjęłam darowizny
Puchov - Bratysława:
- Zuzy nie budzi trzykrotny flesz, a kiełbacha Magdy ma się dobrze (Ça va bien, merci)
Bratysława - Budapeszt:
- Eurocity po raz pierwszy w mym życiu, i co z tego?:P
- Vlak-aeroplan, a mi się odbija langoszem i nie jestem jedyna z tym defektem
- u mnie sytuacja podobna jak u Magdy, ponadto nic nie widzę przez okno co zmusza mnie do czytania niemieckiej gazety -> uwłaczające
- Halo! jest taka sytuacja, że pod fotelem leży CZŁOWIEK W TUBCE! Proszę coś z tym zrobić!
8 września:
- 0:40: ciopąg, którym niby mamy jechać do Aradu nie chce się zjawić. 10, 40, 100 minut opóźnienia. Spędzamy romantyczną noc na budapeszteńsk ODEBRANO MI GŁOS!!! [ostatnie 3 słowa wyrzeźbione w kartce]
Budapeszt - Arad:
- Zanim vlak nas zabrał, byłyśmy zmuszone dogłębnie nacieszyć się dworcem Keleti (meszki przyleciały i zrobiły 3h) i burzą klawą. Kręciła się wokół odmiana infradźwiękowców (asortyment - wędka, wąż). Przed Aradem Zuza zapragnęła zmienić garderobę i niechcący się ocieliła (potem odgapiła się w ocielaniu współpasażerka). Okazało się, że licho materializuje się pod postacią chomika Puchovskiego.
- Zjadłyśmy kruszonkę w ekskluzywnym pomieszczeniu z motywami mitologicznymi na dworcu. Potem dupy nam odpadały od czekania na pociąg - wszystko przez meszki! Ale warto było czekać dla rumuńskiego rapu we fiacie z nowymi znajomymi.
- Jako że ciopąg do Oradei zwiał nam sprzed trzech sztuk nosów, a następny zaanonsowano dopiero na ok. 14.00 (z 6h czekania) postanowiłyśmy iść w miasto (wcześniej konsumpcja i rozmowa z Rumunką, której zmarł syn). Nasz zachwyt miastem zakończyłyśmy Ursusem w pięknym stylu! Poszukując parku i ławeczki, znalazłyśmy domek artysty-sportowca-butologa. Nastąpiła słowna integracja z latoroślami, zwieńczona wymianą - nie koszulek - lecz adresów. Impreza w aucie gratis! Klawo.
Oradea:
- Iuliana z neseserkiem zaprowadziła nas w deszczu pod sam hostel (krówkę i kuku przekaże córce). Hostel Felix - towarzystwo robotnicze; pasztet party w kantynie; smutny recepcjonista; luksusowy pokój; brak kukaraczy. Wbrew zapewnieniom smutnego - gorąca woda. Gwałtowne uśnięcie przy czytance.
- Jako że OSTR nie przyszedł, czytałam bardzo wytrwale o monasterze w Bukovinie. Jednak po ujrzeniu dwóch nieboszczyków na sąsiednim łóżku (prawie że małżeńskim), zrezygnowałam z dalszej czytanki.
SEKCJA WIZUALNA:
Testowanie ponczo, zwanego panczem tudzież sanczo-panczo:
Puchovski wygłasza mądrości:
A teraz po węgiersku:
Kolacja na dworcu Keleti - jak widać kiełbasa nie wzbudza radości:
Drobny dilej:
Harda babuszka w Aradzie:
Śniadanie, którym podzieliłyśmy się z Rumunką:
Zakróliczone podwórko:
Ralisa z logodnikiem swym, czyli ofiary naszego zbłąkania się z Ursusem:
Tajemnicze pasztet party w Oradei:
[cdn]
No comments:
Post a Comment