Monday, March 24, 2008

że niby KLAWO?

..a teraz drogie dziatki opowiem wam historkę jak to chciałyśmy sobie na złość robić, używając pewnego słowa. Wyraz jakich wiele... a jednak wzbudza emocje! W tym momencie myślicie sobie o tych wszystkich przez ha samo i ce-ha, o tych mniej lub bardziej negatywnie nacechowanych albo wręcz odwrotnie - słodkich, że aż mdli i chce się wykonać pewną niemiłą czynność.

Chodzi o niepozorne słowo które można wygooglować aż 225 000 razy, a wszystkie te wyniki wygenerują się jedynie w 0,11 sek. Duma mnie rozpiera gdy sobie pomyślę o tak szalonej popularności wyrazu omawianego. O tak wielkiej liczbie jaką jest dwieście dwadzieścia pięć tysięcy. Ochiach!

Działo się to dobre kilka lat temu, Magda numer jeden chciała zirytować Magdę numer dwa (nie wiem kto pełni funkcję jedynki, a kto dwójki, cyfry te można stosować zamiennie) używając słowa KLAWO.

Jakże ohydne słowo!- reaguje zaatakowana Magda. Już sama zbitka spółgłosek „kl” sprawia, że człowiek zaczyna mieć dość, permanentne dość wszystkiego, może to doprowadzić nawet do sytuacji w której nie będzie w stanie zjeść obiadu i wypić kawy czy herbaty, ponieważ będzie zajęty masochistycznym mruczeniem słowa klawo pod nosem czy tam pod wąsem - jeśli go posiada ale miejmy nadzieję, że nie.

[ojacieniemoge]


I tak to KLAWO zaczęło się rozprzestrzeniać po kraju niczym pandemia ptasiej grypy. Kolejne jednostki zostają tym słowem osaczone, przymiażdżone ciężarem jego obrzydliwości. Następnie słowo na dobre osiedla się w jamie ustnej niczym grzybica języka. Nie sposób go nie używać. Aby zminimalizować ryzyko zarażenia, można unikać naszego towarzystwa, jednak skuteczność tego typu profilaktyki porównywalna jest do skuteczności kalendarzyka małżeńskiego.

Ponadto KLAWO czyha w niespodziewanych miejscach i różnych regionach geograficznych. Możemy uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić niektóre szlaki, którymi lubi się poruszać.

Tutaj na przykład postanowiło pojechać nad Morze Bałtyckie:



A tutaj widzimy jak (spragnione rodzinnej zabawy) dokonuje podróży transgranicznej, na linii Katowice-Bratysława prawdopodobnie. Znienacka i podstępem:



(zaakcentowało się po francusku, by dodać sobie finezji!)

Biorąc pod uwagę nowe warunki, jakie nam przyniósł układ z Schengen, KLAWO ma znacznie ulepszone możliwości działania na szerszą skalę w środowisku międzynarodowym.

W maju bieżącego roku będziemy obchodzić czwartą rocznicę wychynięcia niniejszego słowa zza węgła historii. Wychynięcia ponownego, po wielu wielu latach lingwistycznej amnezji, albowiem mamy tu do czynienia z reaktywacją zbitki głosek goszczącej w ustach tych przedstawicieli minionego pokolenia, których określiłybyśmy mianem lanserów*.

*obecnie konotacje całkiem odmienne

[ejmadziu]

Sunday, March 16, 2008

ścinki z wędlinki

Niewątpliwie pośród zaglądającej tu rzeszy jednostek ludzkich, wstydzących się posłużyć jakże niedyskretną opcją komentarza, znajdzie się wiele udręczonych nieodpartym pragnieniem zapoznania się pobieżnie z naszą aparycją. Otóż wychodzimy naprzeciw marzeniom. Prezentujemy autoportret przedstawiający nas w innowacyjny sposób dzięki bogatym zasobom stoiska mięsnego dyskontu spożywczego biedronka. Obiektyw lomo lca przyłapał nas na wykonywaniu miny "ke?" (nie była to próba w pełni zakończona sukcesem). W kadrze gościnnie - pani Róża we wnętrzu pociągu Światowid.



[ejmadziu]

À propos, skoro jesteśmy w temacie około mięsnym, chciałabym przedstawić genezę ścinekzwędlinek.
Magdalenie eN chciałam kiedyś pokazać piękne miasto Bielsko Biała. Było to w okolicach nagromadzenia ulic zwanych od imienia wielkich poetów polskich. Najwidoczniej, duch literacki spłynął na pracowników sklepu mięsnego czego efekty mogłyśmy oglądać zza krat. Kazano mi czym prędzej zdjęcia robić.



Tymczasem, na drugiej stronie ulicy zza winkla wychynęła starsza pani, prawdopodobnie nasze zainteresowanie wydało jej się podejrzane i co najmniej nie na miejscu. Ach ta młodzież.

Werbliński życzy smacznego.

[ojacieniemoge]

Wednesday, March 12, 2008

wojciech

Proszę państwa, oto struś
Struś na imię ma Wojtuś.



Wojaż ku-nałożniczny nie ograniczył się do kwestii technicznych z zakresu administracji samorządowej. Obfitował w liczne niespodzianki, również zanimizowane. I tak oto, wychynąwszy zza węgła, łypnął do nas okiem struś! W przypływie nieujarzmialnej euforii, Magdalena Fi nazwała go pawiem, jednak on nie zraził się tym. Zdecydowałyśmy się na zbliżenie i nawiązanie jakiejś formy łączności. Okazało się, że Wojtuś został ulokowany w Nałożnicy jako prezent. Wydało się, że nie składa jaj, ponieważ jest mężczyzną (:P). Emituje woń o wątpliwych walorach estetycznych, ale nie zraża to jego troskliwych opiekunów, stanowiących trzon elity intelektualnej owej wioski. Wojtuś z dumą poddał się procesowi przetworzenia swego wizerunku na celuloidową taśmę. Jak widać.
A na koniec wyrażę nadzieję, że Nałożnica nadal jest Nałożnicą, w miesięcznicę nadania nazwy.

[ejmadziu]

Tuesday, March 11, 2008

12/02/2008 - Nałożnica

Dwunastego lutego roku bieżącego, Magdaleny wybrały się na wycieczkę krajoznawczą do miejscowości znanej wtedy pod nazwą "Łożnica". Dziewczętom przyświecała idea, a mianowicie zamierzały nadać nowe imię owej wiosce. Misja zakończyła się sukcesem!



Z powodu braku drabiny czy też wystarczającej długości kończyn, instalacja cząstki sodu - "Na" była bardzo trudna. Magdaleno eN! Przepraszam Cię, że Twoje plecy (i dłonie) musiały się stać ofiarą naszej misji.

[ojacieniemoge]

Magdaleno Fi! Mimo, iż bliznę po dziś dzień noszę, robię to z dumą i historię jej prezentuję godnie społeczeństwa reszcie, aby krzewić to, co krzewić powinnyśmy wg genetycznego zapisu pochodzącego od domniemanej ósmej matki praeuropejskiej. Nieśmy dalej kaganek oświaty, korygujmy kulawą nomenklaturę, by się klawą stała!

[ejmadziu]

Sunday, March 9, 2008

ahoj

(Wcześniej)
Sceneria: Szczecin. Dworzec Niebuszewo, na którym wykonuję czynność siedzenia na betonowym kwietniku.
Pomyślałam na przykład, że dzień jest dość ładny, by umrzeć na sprasowanej trawie peronu dworca. Ale wcale nie chcę, bo nie skończyłam jeszcze słuchać albumu Squarepushera i ochotę mam na jeszcze jedną kawę obarczoną posmakiem popielniczki. Po lewym boku mym brzęczą tramwaje, a to mój ulubiony dźwięk urbanizacji. Jestem Magdalenką i muszę niebawem wrócić do domu i dokonać ekshibicjonistycznego aktu założenia bloga. Bo prawda jest taka, że są dwie Magdalenki, i ta druga, niebędąca mną, stwierdziła, że należy to zrobić. Skoro tak, zrobimy to internacjonalnie. Może nawet rozjaśnimy przyświecający nam brak idei, ale nie teraz, bo teraz to jest wstęp i przywitanie społeczności, która nas ukocha w najbliższym czasie.

Jako ciekawostkę dnia podam do wiadomości, że nic tak wybornie i klawo się nie łączy ze Squarepusherem w uszach, jak widok młodego mężczyzny wyposażonego w obfitą brodę, a przeżuwającego fragmenty bułki w środkach komunikacji miejskiej.



[ejmadziu]